piątek, 8 lipca 2016

Bezgłos

My introwertycy, mówimy ciszej. Aby dojść do głosu, często potrzebujemy zachowywać się w sposób dla nas nienaturalny, czyli mówić głośno. Czasami bardzo głośno. A takie nienaturalne zachowanie kosztuje nas dużo więcej energii. A gdyby tak przestać się dostosowywać? 

Spotkało mnie dzisiaj to, że moja krtań postanowiła zrobić sobie wolne. Obudziłam się bez głosu. Szeptać mogłam, mówić nie. I co tu robić? Dzień, jak na złość upakowany spotkaniami. Bardzo dla mnie ważnymi. Odwoływać? Nie! Nie chcę. Postanowiłam rzucić wyzwanie losowi.

Dzień minął. Był bardzo męczący, ale niezwykle pouczający. A oto moje obserwacje:

  • moja niedyspozycja wzbudzała w innych autentyczne współczucie (pan z kwiaciarni zadał sobie trud, aby znaleźć nazwę rewelacyjnego płynu, który kiedyś polecił mu lekarz);
  • nikt nie był zniecierpliwiony (?!!);
  • ludzie bardzo uważnie słuchali tego, co do nich szeptałam;
  • większość osób zamiast mówić, odszeptywała do mnie, przynajmniej na początku (wszystkiemu winne neurony lustrzane);
  • spotkania były efektywne i odbyły się w miarę normalnie;
  • bardzo zauważalna była różnica w decybelach, bo na spotkaniach wszyscy mówili ciszej;
  • takie dostosowywanie w komunikowaniu się, jest bardzo energochłonne. Magda powiedziała mi, że strasznie zmęczyło ją cichsze mówienie;
  • szept jest neutralny w swoim wydźwięku (nie niesie żadnej dodatkowej informacji tak, jak ton głosu);
  • przez telefon porozmawiać się nie da;
  • próbowaliście szeptem się kłócić? 

Kusi mnie, żeby to powtórzyć :)


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza