poniedziałek, 30 listopada 2015

Dobre rady

Gdybyś mógł cofać się w czasie, to jaki wspierający przekaz odnośnie introwertyzmu,  dałbyś samemu sobie.
Taka gimnastyka umysłowa.
Zaczęłam o tym myśleć i zrobiłam długą listę dobrych rad. I coś tak czuję, że z tą moją listą, zostałabym potraktowana przez młodszą ja, jak stara zgredka.
Dlatego proponuję takie ćwiczenie: z listy dobrych rad, wybieramy 3 najważniejsze. Takie, które sprawiłyby, że Twoje życie byłoby łatwiejsze.
Jak by one brzmiały?

Proszę, podzielcie się ze mną swoimi radami. Przyślijcie e-maila, wpiszcie się na FB, przekażcie ustnie. Czekam z ogromną ciekawością.

A ja, podzielę się z Wami moimi.




wtorek, 10 listopada 2015

Ładowanie baterii

Taki dialog:

- Dziś do mnie dotarło, tak z grzmotem solidnym, że ja jestem introwertyczna i cholernie ważna jest regeneracja. Wiedziałam o tym i wydawało mi się że dbam, ale ostatnie tygodnie ciągłej ekspozycji dają mi się we znaki. Strasznie się cieszę, że jesteś w moim życiu, bo dzięki Tobie spojrzałam na siebie inaczej i zrozumiałam dlaczego to wszystko tak dużo ode mnie wymaga i jak bardzo musze być w tym rozważna i uważna.

- U siebie trudniej dostrzec objawy wyczerpania niż u innych. Dlatego tak ważne jest wsparcie, ktoś obok, kto zauważy, zapyta, zatroszczy się. To jest nasz temperament, nic tu nie zmienimy. Nauczmy się o niego dbać.

Czasami bywa tak, że pomimo wiedzy, inteligencji, oczytania, świadomości i innych zalet duszy i umysłu, umknie nam krytyczny moment, kiedy musimy naładować swoje baterie. I dopada nas wyczerpanie, a świat staje się przytłaczający. Dobrze, jak można z kimś o tym porozmawiać.

Czy zadbałaś o siebie? O naładowanie swoich akumulatorów?

Introwertyzm ma swoje żelazne zasady. Nie przeskoczysz.


wtorek, 3 listopada 2015

Introwertycy tak mają.

Tak mają introwertycy. Tak mam ja. Głowa pełna kłębiących się myśli, pytań, wniosków, spostrzeżeń i czego tylko głowa sobie zamarzy. A potem, kiedy chcę to wyrazić słowami, znikają.

Czasami wystarczy trochę przestrzeni, aby zebrać myśli. Pytanie. Uczucie, że ktoś mnie naprawdę słucha.

wtorek, 13 października 2015

Sama w tłumie

Jaką radę dałabyś swojej przyjaciółce, gdyby była na twoim miejscu? To pytanie, jak mantra, brzmiało w mojej głowie. A powód był poważny. Przyjechałam na Akademię Coachingu w Turawie. Wokół mnie roześmiana grupa. Jakieś 60 osób, którzy wyglądają jakby wszyscy dobrze się znali. Biesiada powitalna. Czuję się taka samotna. Jak długo można stać i uśmiechać się sztucznie. Boli mnie już szczęka.

Przypomniałam sobie!

Wyszukałam wzrokiem dziewczynę, która tak jak ja, była sama. Podeszłam do niej, przedstawiłam się, powiedziałam, że nikogo tu nie znam. Okazała się, że ona też! To był dobry początek. Potem już było łatwiej. Zasada jednak została ta sama, wybierałam małe grupy, dwu - trzy osobowe i dołączałam się do rozmowy.
Bo rada, jaką dałabym przyjaciółce w takie sytuacji, brzmiałaby mniej więcej tak: poszukaj jednej osoby i postaw na swoje mocne strony. Pytaj i słuchaj.


To działa.


czwartek, 28 maja 2015

Wrażliwość na emocje

Introwertyzm połączony z wrażliwością, czyli naturalne nastawienie na obserwowanie i słuchanie oraz wyczuwanie emocji, to jest prawdziwa mieszanka wybuchowa. Niezwykła i piękna, ale też trochę przerażająca czy szokująca (zwłaszcza dla obserwatorów).
Czym byłby świat pozbawiony emocji? Film „Song of the sea”, czyli w polskim tłumaczeniu „Sekrety morza”, opowiada nam pewną historię. O strachu przed złymi emocjami i próbie ich „bezpiecznego” zamknięcia tak, aby nie miały do nas dostępu. A wszystko po to, aby nasi najbliżsi nie cierpieli. I jak to bywa w mądrych bajkach (…w życiu też), wyeliminowanie złych emocji powoduje to, że ratowani dosłownie i w przenośni zamieniają się w kamienie. Nie czują już nic.

Niezwykła animacja, operująca kolorem, symbolem i muzyką, bardzo różni się od znanych mi filmów dla dzieci. Jest zaskakująca w odbiorze. Nie tylko dla mnie.
Chociaż nie było scen drastycznych, czy nawet szczególnie smutnych, moja introwertyczna córka mniej więcej po 10 minutach oglądania zalała się łzami. Dosłownie. I płakała rzewnie przez połowę filmu.
A na ekranie płynęła normalna historia brata i siostry: na początku trochę się nie lubili, potem pomagali sobie, by na koniec odkryć, jak bardzo są dla siebie ważni.
Obserwując reakcję mojego dziecka zrozumiałam, że odziedziczyła po mnie umiejętność wyczuwania emocji. To jest niezwykły dar, chociaż czasami może być nieco kłopotliwy. Szczególnie, kiedy jest się jeszcze małym człowiekiem. Potrzebna jest rozmowa. O emocjach, po co są, co nam dają. O wrażliwości i płynących z niej korzyściach, ale też i o obciążeniach z nią związanych.

A film polecam. Z całego, wzruszonego serca.